przez Frezo 8 lut 2010, o 23:35
Śmigłowiec szturmowy Mil Mi-24, to konstrukcja dojrzała, bo już przeszło 30 letnia, ale ciągle godna szacunku. Będąc drugim po Bell AH-1 Cobra, śmigłowcem zaprojektowanym do zadań szturmowych, został oparty na całkowicie odmiennej koncepcji. Próżno szukać w jego sylwetce nawiązań do smukłej i zwinnej maszyny amerykańskiej. Zakrawa na ironię, że ten ważący przeszło 8 ton potwór otrzymał NATO-wskie oznaczenie kodowe HIND (Łania).
Różnice w budowie Mi-24 i maszyn typu AH-1 Cobra wynikają z ich odmiennej koncepcji. Amerykanie postawili w konstrukcji śmigłowców bojowych na szybkość, zwrotność i niewielkie wymiary, dążąc do maszyny bliskiej samolotom myśliwskim. Wynikało to z doświadczeń z zastosowaniem przestarzałych myśliwców śmigłowych jako maszyn wsparcia bezpośredniego. Konstruktorzy radzieccy postawili na rozwiązanie bliższe latającym BWP (Bojowym Wozom Piechoty) – silnie opancerzonego i uzbrojonego pojazdu posiadającego ograniczone możliwości transportowe.
Pierwsza wersja seryjna śmigłowca Mi-24 trafiła do służby w 1972 roku, lecz daleko było jej jeszcze do dojrzałości współcześnie stosowanych maszyn. W zasadzie był to poważnie zmodyfikowany śmigłowiec transportowy Mi-8, którego możliwości transportowe ograniczono do 8 żołnierzy, a kadłub opancerzono i gruntownie przebudowano. Usunięto rampę desantową, a duże boczne drzwi, zastąpiono dwoma szerokimi, dwudzielnymi włazami. Przedział załogi zastąpiono opancerzoną płaskimi płytami szkła kabiną w układzie tandem, w której pilot siedział z tyłu i nieco powyżej zajmującego przednie stanowisko strzelca, obsługującego przedni karabin maszynowy i uzbrojenie podwieszane. Najbardziej rzucającą się w oczy zmianą były jednak skrzydła, zainstalowane po obu bokach kadłuba, opuszczone pod niewielkim kątem, jakby uginały się pod ciężarem podwieszonego uzbrojenia. Spełniały one nie tylko funkcję nośników uzbrojenia, ale w locie poziomym generowały niemal 25% siły nośnej, znacznie odciążając silniki. Dzięki temu, mimo masy startowej niemal 12 ton, Mi-24 osiągał prędkość przekraczającą 320 km/h. Specjalna wersja wyczynowa, oznaczona A-10 (nie mylić z amerykańskim samolotem szturmowym A-10 Thunderbolt II) pobiła w 1975 roku rekord prędkości śmigłowca w locie poziomym, osiągając wynik 368 km/h. Mimo tych wspaniałych rezultatów eksploatacja wczesnych maszyn ujawniła liczne niedoskonałości konstrukcji, doprowadzając do powstania Mi-24 D, która stała się podstawową odmianą produkcyjną.
„D” znaczy dojrzały
Zmodyfikowana wersja maszyny, która swoją premierę miała w 1976 roku otrzymała oznaczenie Mi-24 D (od słowa „dopracowany”). Najbardziej widoczną zmianą w stosunku do wersji Mi-24/24A było zastąpienie pancernej „szklarni” smukłym, aerodynamicznym dziobem z dwoma oddzielnymi, ciśnieniowymi kabinami o charakterystycznym owalnym oszkleniu. Wirnik główny został zmodyfikowany, do wersji odpornej na trafienia pociskami do kalibru 12.7 mm i lepiej zsynchronizowany z rotorem tylnym, co zmniejszyło hałaśliwość jego pracy. Wszystko to znacznie poprawił aerodynamikę maszyny, zwiększając jej manewrowość, oraz podnosząc prędkość do 335km/h. Niestety Mi-24D nadal był nieco „ociężała” w prowadzeniu, a podczas ostrych manewrów w locie poziomym miał niebezpieczną tendencję do utraty stabilności, gdy skrzydła gwałtownie traciły siłę nośną.
Te niedostatki własności lotnych równoważyło potężne uzbrojenie Mi-24D. W obrotowej wieżyczce dziobowej umieszczono czterolufowy karabin maszynowy JakB-12.7 kalibru 12.7mm. Uzbrojenie podstawowe stanowiły 4 kierowane rakiety przeciwpancerne typu 9M117 Skorpion, umieszczone parami na końcach skrzydeł. Pod pozostałymi czterema zaczepami można było podwieszać zróżnicowane uzbrojenie w postaci bomb, niekierowanych pocisków rakietowych powietrze-ziemia i zasobników artyleryjskich o łącznej masie sięgającej 1500 kg, a nawet pocisków klasy powietrze-powietrze R-60 i R-73. Siłę ognia maszyny mógł też wzmocnić desant, prowadząc ostrzał przez boczne drzwi, których górna część mogła zostać otwarta, gdy dolna stanowiła pancerną osłonę dla strzelców.
W krótkim czasie Mi-24D stały się podstawowymi śmigłowcami szturmowymi Układu Warszawskiego i wszystkich krajów korzystających z sowieckiej pomocy wojskowej. Stanowiły też maszyny bazowe dla wszelkich wersji specjalnych (takich jak np. maszyny saperskie, czy rozpoznania chemicznego), oraz dalszych modyfikacji. Przez żołnierzy są uważane za maszyny solidne i niezawodne, a ich odporność na ostrzał wzbudzała duży szacunek. Opinie na temat wersji D nadszarpnęła nieco ich działalność w Afganistanie. Okazało się, że silniki nie zapewniają wystarczającej mocy w wysoko położonym terenie tego kraju. Maszyny nie były w stanie umieść się ponad szczyty gór, co wystawiało jej na ostrzał delikatnej konstrukcji wirnika i słabiej opancerzonych elementów maszyny. W rozrzedzonym powietrzu pogarszały się też ich właściwości lotu. Na szczęście istniało już rozwiązanie tego problemu. Nowa, ulepszona wersja.
Mi-24 W i wyżej
Od 1978 rozpoczęto produkować Mi-24W (Wysokościowy), w którym zastosowano nowe silniki o większej mocy, co zwiększyło pułap operacyjny w stopniu wystarczającym dla działań w Afganistanie. Dużo ważniejszą modyfikacją było zastosowanie systemu uzbrojenia Szturm w którego skład wchodziły naddźwiękowe pociski rakietowe 9M114 Kokon, zastępując dotychczas stosowane 9M117 Skorpion. Maszyny tego typu zaopatrzono też w wyrzutnie pułapek termicznych i systemy zakłócające działanie naprowadzanych termicznie pocisków rakietowych, takich jak pociski ziemia-powietrze typu Stinger w które CIA zaopatrywała walczących przeciw Rosjanom afgańskich partyzantów.
Śmigłowce Mi-24 W, tak samo jak D, były eksportowane do wielu krajów socjalistycznych, w tym również do Polski, lecz nie wyczerpywały jeszcze rozwoju tej maszyny. Powstało po nich jeszcze przynajmniej kilkanaście różnych modyfikacji i unowocześnień, lecz przeznaczonych w swej przeważającej masie wyłącznie na potrzeby wojsk rosyjskich. Jednocześnie zastosowane w nich rozwiązania w niewielkim stopniu ingerowały w konstrukcję maszyny, mając przystosować ja jedynie do specyficznych zadań, na przykład działania w nocy, czy też działań policyjnych. Wśród wszystkich późniejszych wersji wart wspomnienia jest Mi-24P (puszecznyj –ros. armatni/artyleryjski) który zamiast ruchomej wieżyczki posiadał dwulufowe, nieruchome działko lotnicze kalibru 23 mm. W najnowszych wersjach z sukcesem zastosowano to samo uzbrojenie w wersji ruchomej, lecz brak jest danych o szerokim zastosowaniu tego rozwiązania.
Mi-24 w Polsce
Polska, jako jeden z kluczowych krajów Układu Warszawskiego została szybko zaopatrzona w nowoczesne maszyny szturmowe. Pierwsze Mi-24 D trafiły w ręce polskich pilotów już w 1978 roku i od tego czasu, po dzień dzisiejszy służą w tej samej jednostce, noszącej obecnie nazwę 49 Pułku Śmigłowców Bojowych i stacjonującej w Pruszczu Gdańskim. W sumie, w latach 1978 -1985 Polska otrzymała 16 maszyn tego typu. Kolejnych 18 śmigłowców Mi-24 D uzyskaliśmy w 1996 roku od Niemiec. Były to maszyny odziedziczone po NRD i wycofane z eksploatacji w niemieckim lotnictwie kilka lat po zjednoczeniu. Dwie z nich zostały przeznaczone na części, natomiast pozostałe 16 wcielono do służby w 49 PŚB. Nowsze śmigłowce Mi-24W trafiły do Polski w 1986 roku, również w liczbie 16 sztuk, zasilając inowrocławski 56 Pułk Śmigłowców Bojowych w którym służą również obecnie. Przed kryzysem mówiło się o planach zakupu kolejnych 12 maszyn u producenta, jednak obecnie wydaje się to mało realne.
Polscy żołnierze bardzo cenią sobie Mi-24 obu wersji. Maszyny tego typu są uważane za bardzo bezpieczne i niezawodne. Między bajki włożyć można, wygłaszane w kontekście niedawnej katastrofy głosy laików, iż są to „latające trupy”, czy „posowieckie przestarzałe złomy”. Maszyny nie są może nowe, ale konstrukcja płatowca nie jest wiele starsza od naszego „najnowocześniejszego” nabytku, słynnego F-16 Jastrząb (którego prototyp oblatano w 1976 roku).
W czasie swojej trzydziestoletniej służby w WP wypadkom uległo 6 śmigłowców tego typu, z czego dwa w warunkach bojowych, uczestnicząc w działaniach polskiego kontyngentu w Iraku. Wszystkie te wydarzenia spowodowane były nie awarią maszyny, lecz błędem człowieka, lub złymi warunkami atmosferycznymi. Prawdopodobnie tą samą przyczynę miała ostatnia katastrofa MI-24D numer 584 która miała miejsce 28.02.2009 roku. Maszyna ta odbywała ćwiczenia w ramach przygotowania załóg do udziału w Irackim kontyngencie, związane z lotem w nocy, na małej wysokości co jest manewrem niebezpiecznym i nie wybaczającym najmniejszych pomyłek. Niestety polskie śmigłowce nie posiadają zbyt bogatego wyposażenia umożliwiającego działanie w trudnych warunkach atmosferycznych i w ciemności. Jedynie trzy maszyny Mi-24W działające w Afganistanie posiadają na wyposażeniu nowoczesne systemy GPS i gogle noktowizyjne. Jest to związane z ograniczonym budżetem MON, który nie pozwala na modernizację większej ilości maszyn.
Niezależnie od planów unowocześnienia czy choć dostosowania do aktualnych wymagań, dni, a raczej lata, służby Mi-24 w naszej armii są najprawdopodobniej policzone. Ich eksploatacja jest planowana nie dłużej niż do roku 2022 i już od kilku lat trwają ostrożne rozważania na temat ewentualnego następcy. Zważywszy na nasz ostatnio ścisły sojusz wojskowy z USA należy przypuszczać że nieco ociężałą, ale swojską i sympatyczną „Łanię” zastąpią amerykańskie Cobry lub Apacze.
Totalna dupa, że dopiero w 2022r. nasz przezajebisty MON wyskrobie coś kasy na nowe maszyny i pewnie kupią ze 20, które będą się cały czas psuły... Oczywiście wszystko produkcji USrA. Czasami to brak mi słów na to co się w naszym kroju wyrabia, ale cóż jesteśmy Polakami i żyjemy w Polsce i trzeba z tym żyć.
Tylko szkoda, że opamiętają się dopiero wtedy jak się obudzą z ręką w nocniku...
Frezo, co będziemy robić dziś w nocy? – Dokładnie to samo, co robimy każdej: szerzyć zajebistość!