No właśnie. Co to idea furry? Według mnie można ten nurt przyrównać do rocka. Niby założenie jest proste, gitara, perkusja, bas i wokal, a ile odłamów się wytworzyło? Są grupy, które akceptować będę tylko rock'n'rolla, są grupy akceptujące tylko progesywę, i znajdą się też pewnie hipisi. Tak jak z rockiem i podgatunkami, ewolucja nurtu furry z pewnością nie trwała chwilę, a dobrych parę lat, czy to przez chociażby orientację, czy przez różnice kulturowe. Nie dyskwalifikowałbym kolegów/koleżanek na tej linii tylko dlatego, że nie mają swojej fursony, bądź nie pełzają po mieście w futrzastych kostiumach. Sam nie posiadam takiego i w sumie wiele bym dał za takiego cosia, ale nie mam i pewnie prędko mieć nie będę, ale pomijając to.
Postać furry, podkreślam - swoja własna, według mnie to na tyle osobista i intymna otoczka, że wchodzenie z butami w tą sferę niszczy wolność futrzaka. Furry może być każdy, kto czuje w jakiś sposób (mniejszy, lub większy), że identyfikuje się z danym zwierzakiem, że nie pasuje (oczywiście niekoniecznie) do tego świata, że życie w swojej ludzkiej formie nie sprawia mu tyle radości. To tylko przykłady, oczywiście osobnik, rysujący postacie dajmy na to anthro, nazywając siebie furry oszukuje sam siebie, jeśli rysuje je tylko dlatego, że podoba mu się tego typu styl rysowania postaci i nic więcej, to takie niepisane zasady, które da się rozróżnić, for god sake. Stwierdzenie, "skąd wiesz, co czuje krowa, przecież jesteś człowiekiem" jest dość, nie ukrywajmy, płytkie, bo przecież nie trzeba być krową, być czuć się jak krowa. Tak nam się przecież wydaje, że czuje i to powinno wystarczyć. To nasz prywatny, fantastyczny świat i nasza wyobraźnia podpowiada nam co taka krowa czuje, co czujemy my, dlaczego właśnie z tą postacią się identyfikujemy i dlaczego nas do niej ciągnie. To nas odróżnia od innych, to daje nadaje nam indywidualny charakter. Furry to taki osobnik, który nie musi być efektem reinkarnacji, nie nie, furry to taki osobnik, którzy tworzy nie pół-człowieka, pół-krowę, tylko taką postać, która wybija się ponad te dziwy, w końcu nie kręci nas krowa tylko dlatego, że ma łaty, czy też lubi trawę? Musi być jakiś bodziec, coś więcej.
Gdzie kończy się tolerancja? Tam gdzie kończy się postać zwierza. Nie mam nic przeciwko najróżniejszym, futrzastym dewiacjom (sam jestem przedstawicielem kilku), ale pól człowieka, pół patyka tolerować nie będę, w każdym razie nie w tej społeczności.
